4. urodziny BioBazaru

biobazar

Warszawska Wola, stara fabryka Norblina. O tym gdzie się znajdujemy informuje nas tylko napis nad bramą. Nie jest to typowy obrazek bazaru, jaki dane było poznać stałym bywalcom Banacha, Szembeka czy Wiatracznej. Nie ma przepychających się tłumów, nikt na nikogo nie pod nosem nie warczy. Zadowoleni, luźno ubrani ludzie z ekologicznymi torbami niedbale przerzuconymi przez ramię, uśmiechają się życzliwie. Czy na pewno dobrze trafiliśmy?

Okazuje się, że sprzedawcy mają swoje stanowiska w trzech, znajdujących się blisko siebie, halach targowych. Gdy wchodzimy do pierwszej z nich uspokajamy się – to na pewno tutaj. Schludnie poukładane dorodne warzywa i owoce, naturalne kosmetyki, samodzielnie wypiekane ciasta oraz regionalne produkty kuszą z każdej strony. Zaskakuje nas liczba klientów, która zwiększa się wraz z każdą minutą przybliżającą nas do południa. Nie słyszymy kłótni, brak tu też odgłosów nachalnego targowania się. Konsumencka Arkadia?  Postanawiamy zwiedzić dokładnie każdą halę. Tak wiele mówi się o tym, że Polacy nie patrzą na jakoś spożywanych produktów, gdyż ważniejsza jest dla nich niska cena. W końcu w takich czasach żyjemy. Tutaj łatwo dostrzec, że choć ceny są wygórowane, to jednak klienci odpowiadają dużym zainteresowaniem na oferowane przez sprzedawców towary. Jak wygląda świadomość Polaków w sprawach zdrowego odżywiania i używania produktów z dopiskiem „eko” oraz „bio”, pytamy znajdujących się tu właścicieli poszczególnych stoisk.

P6250406

Pani Kasia, której stanowisko z naturalnymi kosmetykami przyciąga tłumy w drugiej hali, przybliża nam portret typowego klienta BioBazaru – przychodzą tu ludzie z konkretnym nastawieniem i celem. Wiedzą czego chcą, żądają wysokiej jakości i za nią są gotowi zapłacić więcej. My, zadowoleni, dostajemy próbki, szybko sprawdzamy skład i podświadomie szukamy haczyka, ale musimy przyznać – jest jak najbardziej „bio”. Oglądamy też drewniane grzebienie i inne akcesoria do włosów. „Są ręcznie wyrabiane” – dowiadujemy się. Majstersztyk.

Zmarznięci, bo pogoda tego dnia nie dopisuje, ustawiamy się w kolejce po zupę z dyni. Dostajemy rabat, dlatego że „dyniówka” się kończy i kubka wypełnić do końca nie da rady. Nie narzekamy i pochłaniamy. Zupa z dyni smakuje jak… dobra zupa z dyni. Czujemy się zdrowsi. Potęga podświadomości jest nieoceniona. Wchodzimy więc do trzeciej, ostatniej hali, gdzie natrafiamy na stoisko pani Pauliny. Dziwimy się, dlatego że jest to jedyna osoba, która sprzedaje własnoręcznie wykonane kompozycje kwiatowe. Zdecydowanie jest na co popatrzeć. Dowiadujemy się, że właścicielka wykonuje indywidualne projekty florystyczne, głównie na zamówienie. Kiedy oglądamy jej prace zaskakuje nas fakt, jak dobrze można oddać charakter człowieka dzięki tym kolorowym roślinom. Pytamy więc, czy kwiaty nadal są chętnie wręczane (w końcu nawet młode pary kładą nacisk w ślubnych zaproszeniach, że wszelkie bukiety to tak nie za bardzo, może lepiej winko lub słodycze?) i otrzymujemy twierdzącą odpowiedź. Co jak co, ale kwiaty to ponadczasowy podarunek. To klasyka sama w sobie, jednak w tym wydaniu o klasyce nie ma co mówić. Kompozycje są wykonane starannie, ale kreatywność artystki wydaje się nie mieć granic. Jeśli szukacie przeciętnego bukietu z nieparzystych czerwonych róż, nie klikajcie nawet w ten link http://mojekwiatostany.pl/. Dziękujemy za rozmowę i wracamy do pierwszej hali.

Tutaj staramy się porozmawiać z jeszcze jednym panem, sprzedającym kosmetyki naturalne, ale liczba klientów nie pozwala na swobodną konwersację. „Świadomość Polaków, jeśli chodzi o używanie i spożywanie produktów BIO? Jesteśmy w przedszkolu”. Po usłyszeniu tej opinii robimy ostatnią rundę po bazarze. Skusilibyśmy się na wiele rzeczy, tylko że ceny często bolą. Dementujemy jednak pogłoski o braku certyfikatów i nieuczciwości. Pod tym względem sprzedawcy są często kontrolowani, więc nie ma się czego obawiać. Przechodzimy przez bramę z poczuciem, że teraz jesteśmy zdrowsi i ogólnie, tacy bardziej eko. Wiemy też, że będziemy tu czasem zaglądać. Może nie na systematyczne zakupy, ale chociaż na zupę z dyni. 22 listopada BioBazar obchodzi swoje CZWARTE urodziny. Z tej okazji pragniemy życzyć przede wszystkim, aby klimat tego miejsca się nie zmieniał, bo sama leniwa przechadzka po kolejnych halach była naprawdę dobrym pomysłem na sobotnie popołudnie. Co do samych hali – w ciągu ostatnich dni BioBazar powiększył się o kolejną, tym razem  szklaną, więc wkrótce na pewno i do niej zajrzymy!

TWOJA OCENA: 4. urodziny BioBazaru
WIĘCEJ INFORMACJI

Data opublikowania: 22 listopada 2014
Dodaj komentarz