Zaścianek – inne oblicze szkolnej stołówki

zascianek

Chyba wszyscy z was znają system jedzenia na wagę. Przychodzimy, komponujemy swoją porcję z aktualnie dostępnych dań, podchodzimy do kasy, ważymy i płacimy. Właśnie taki system obowiązuje w Zaścianku, który, ze względu na dobrą dla nas lokalizację, odwiedzaliśmy prawie codziennie przez miesiąc. Dlaczego? Bo szybko, bo tanio. Tylko… czy aby na pewno pysznie?

Zaścianków mamy w Warszawie kilka. Jak wiecie, nigdy nie opisujemy sieciówek. Jednak ten lokal wydał nam się wart uwagi, zwłaszcza, że ma tylko sześć punktów w całej stolicy. Przychodziliśmy tu (ul. POSTĘPU) regularnie na lunch, zazwyczaj koło godziny 13:00. Słyszeliśmy sprzeczne opinie o tym miejscu, jednak z braku laku, zdecydowaliśmy, że to tutaj będziemy się stołować przez cały miesiąc. Pierwsze wrażenie było dosyć negatywne. Zaścianek bardzo przypomina… szkolną stołówkę. I, choć nie oczekiwaliśmy pięciogwiazdkowej restauracji, to jednak prostota wnętrza i ludzie stojący w szeregu z tacami, w oczekiwaniu na „ważenie” i zapłatę, trochę nas zdziwili. Jeżeli kiedykolwiek byliście w IKEI (Janki) to łatwiej wam będzie to sobie wyobrazić. Ale jak oceniamy najważniejsze, czyli jedzenie?

Podróż w czasie

Bardzo podobały nam się wegańskie i wegetariańskie propozycje – buraczane i jaglane kotlety, kluski marchewkowe. Codziennie była jakaś bezmięsna opcja do wybrania, czym Zaścianek naprawdę sobie u nas zapunktował. Tylko… nie zawsze było smacznie. Niestety, przez większość wizyt byliśmy rozczarowani. Na pewno możemy pochwalić wspomniane kotlety z buraków oraz marchewkowe kluski. W zasadzie to tyle. Kotlety z cukinii aż ociekały olejem. Racuchy? Zupełnie bez smaku, w dodatku przypalone. Większość potraw była niedoprawiona, mdła, pełna oleju. Mięso (najczęściej wybieraliśmy udka z kurczaka) także było mdłe, płaciło się głównie za kości. Czuliśmy się jak w szkole podstawowej, kiedy to podczas przerwy obiadowej szliśmy jak na ścięcie do stołówki…

Racuchy

Surowy werdykt?

Nisko oceniamy nawet wnętrze, bo jest zwyczajnie źle zagospodarowane. Długie stoły, przy których (zwłaszcza podczas godzin na korpo lunche) były tłumy obcych, wsadzających sobie w zupę włosy, ludzi. Ścisk okropny. Kolejki długie. Jedzenie zwyczajnie słabe. Denerwowało nas również to, że zachęceni propozycjami z Facebooka, rozczarowywaliśmy się po dotarciu na miejsce. Albo czegoś już nie było, albo oferta dnia wcale tego nie obejmowała. Największą zaletą Zaścianka jest w sumie chyba to, że niskie ceny i brak konkurencji pozwala mu gościć całą klientelę z Mordoru. Warto wspomnieć, że w tej stołówce możecie również nabyć jakieś „smakołyki”, których nam nie było dane spróbować. Jednak musimy przyznać, że kilka wegetariańskich opcji było smacznych, dlatego nie przyznamy temu miejscu najniższej noty.

Za całokształt dajemy 4,5/10 i… dłuuugo tu nie wrócimy.

TWOJA OCENA: Zaścianek – inne oblicze szkolnej stołówki
WIĘCEJ INFORMACJI
Data opublikowania: 18 października 2015
Źródło miniatury wpisu: stewiapolska.com
Dodaj komentarz