Fit & Green

fit-and-green

Do rozpoczęcia sezonu letniego pozostało już tylko 96 dni! Czy możemy sobie pozwolić na jedzenie poza domem, aby nie ucierpiała na tym nasza figura? Gdzie zjeść bezpiecznie, nie łamiąc przy tym zasad zdrowego odżywiania?

Na każdym kroku słyszy się o konieczności prowadzenia zdrowego trybu życia, o byciu fit, o tych pustych i tych wartościowych kaloriach oraz o istotnej roli regularnych ćwiczeń w życiu każdego z nas. Jednak kiedy już decydujemy się, aby przejść na dietę, nagle zaczynamy dostrzegać te wszystkie smakołyki wabiące nas zza szyby okolicznej cukierni, czujemy kuszące zapachy z pobliskiej pizzerii oraz ślinimy się na widok samego szyldu naszego ulubionego baru, gdzie przywykliśmy popijać piwo i zagryzać je krążkami cebulowymi w towarzystwie naszych znajomych w sobotnie wieczory. Szybko okazuje się, że knajpy, do których
z reguły chodziliśmy, mają w swej ofercie jedynie pięć sałatek, z czego jedna jest z kurczakiem, druga z tuńczykiem, trzecia to grecka, a dwie pozostałe smakują tak samo, z czymkolwiek by nie były. Zawsze można szykować wszystkie posiłki samodzielnie w domu, ale ileż można siedzieć w czterech ścianach? Zatem dziś zadajemy pytanie – jak utrzymać figurę w Warszawie?

Krakowskie Przedmieście, jedna z najbardziej rozpoznawalnych ulic w stolicy. Spokojny spacer, który nagle przerywają wzburzone odgłosy… nas samych. Należałoby coś zjeść, bo hałasujące brzuchy łatwo nie odpuszczą. Trzeba tylko znaleźć odpowiednie miejsce, żeby je solidnie i wartościowo napełnić. „Tylko”,
a może „aż”? „Aż”, jeśli chce się przestrzegać diety, a jednocześnie zjeść coś naprawdę smacznego. W pobliżu jest wiele knajp, ale jedna już z samej nazwy informuje nas, że nie musimy się martwić o swoją sylwetkę. Mowa o Fit and Green, miejscu naprzeciwko głównego kampusu Uniwersytetu Warszawskiego. Czy jednak menu w lokalu potwierdza chwytliwą nazwę, odpowiadającą na potrzeby współczesnej mody na zdrowy tryb życia?

Good-for-you Gluten Free Yogurt Mix

Wnętrze jest jasne i uporządkowane, meble podkreślają prosty styl pomieszczenia. Samo menu jest równie proste – krótkie i konkretne, co nie pozwala nam na półgodzinne rozmyślanie nad zamówieniem. Do wyboru są pierogi z pieca, sałatki, burgery, zupy, makarony (modnie nazwane pastami) i desery. W każdej kategorii maksymalnie pięć opcji, z czego dodatkowo oznaczone są warianty wegańskie i bezglutenowe. Nasz wybór pada na burgery: farmerskiego (soczewica, grzyby, płatki owsiane), włoskiego (kasza jaglana, oliwki, suszone pomidory, rukola) i hinduskiego (cieciorka, curry, wiórki kokosowe). Zaskakuje nas pytanie, czy jesteśmy „vege-vege”. Musimy odmówić, jak na typowych mięsożerców przystało. Wybieramy wersję z pojedynczymi dodatkami – w końcu chcemy być jak najbardziej fit. Czekamy jakieś piętnaście minut, aż naszym oczom ukazują się trzy apetyczne buły. Pojawia się tylko jeden mały problem…

Panowie! Jeżeli chcecie wiedzieć, czy kobieta, z którą się umawiacie to ta jedyna, nie musicie już jej zabierać na basen! W obecnych czasach, przy możliwościach kosmetyków wodoodpornych nie tędy droga. Zaproście ją natomiast na burgera, bo jeśli umazana sosem, rozwalająca zawartość swojego dania po całym lokalu
i szczerząca się resztkami sałaty dama, podoba wam się nadal w takim wydaniu, to musi być właśnie ONA. Będąc w F&G pojawił się problem… ze spożyciem naszych burgerów. Bo z której strony się do tego zabrać? Jednak pierwszy kęs zdecydowanie wynagrodził nam ten chwilowy stres. Choć w pierwszej chwili brak prawdziwego kotleta wydawał się przerażający, okazało się, że to „wegańskie mięcho” może smakować znacznie lepiej. Ciemna bułka była delikatna i chrupiąca, wnętrze naprawdę nad wyraz smaczne, a trzy, dołożone do naszej porcji, pieczone ziemniaczki smakowały bardzo naturalnie, zupełnie jakby chwilę wcześniej ktoś specjalnie dla nas je wykopał, jakkolwiek podejrzanie to nie brzmi. Choć trudno w to uwierzyć, burgery w Fit and Green mogą spokojnie konkurować ze słynnym Barn Burgerem, mimo, że nie ma w nich ani grama mięsa. Kiedy nasze zadowolone brzuchy milkną, a emocje związane z konsumpcją opadają, śmiało dopisujemy to miejsce do naszych „zdrowych” ulubieńców i zgodnie stwierdzamy, że dieta w tym wydaniu to jednak czysta przyjemność.

TWOJA OCENA: Fit & Green
WIĘCEJ INFORMACJI

ADRES:

ul. Krakowskie Przedmieście 5
Data opublikowania: 26 marca 2015
Dodaj komentarz