Fabryka Frytek

fabryka-frytek

Słowo fabryka przywodzi nam od razu na myśl miejsce, gdzie coś jest produkowane masowo. Jednak w przypadku gastronomii zawsze pragniemy czuć, że w nasze danie zostało włożone serce. Dzisiaj sprawdzimy, czy warszawskiej „Fabryce frytek” udało się udowodnić, że nawet frytki mogą mieć swą własną „duszę”, a nie, że są one wyłącznie „fabrycznym wytworem”.

Lokal znajduje się w świetnym punkcie. Centrum Warszawy, ulica Złota. Tuż obok Hybrydy i Barn Burger. Potencjalnych klientów nie trzeba nawet szukać. Tak też się dzieje – z reguły koło godziny 17:00 trudno znaleźć w „Fabryce” wolne miejsce, zwłaszcza że jest go naprawdę mało. Przy podłużnych, istnie barowych blatach, ludzie siedzą wzdłuż ścian i jedzą swoje frytki. Za każdym razem gdy jesteśmy w okolicy, musimy robić kilka podejść, aby znaleźć tu upragnione wolne krzesła. Kiedy i tym razem w końcu nam się to udaje, idziemy od razu złożyć zamówienie.

Prosimy o frytki, spiralki XL. Do tego dwa sosy – serowy-chili i hannibal, stripsy z kurczaka oraz krążki cebulowe. Rodzajów samych frytek jest naprawdę dużo: belgijskie, julienne, łódeczki, domowe, księżyce, przyprawione ćwiartki, buźki, PRL-owskie oraz te nasze spiralki. Różnią się od siebie głównie kształtem, jednak naszym zdaniem spiralki są najsmaczniejsze, pewnie dlatego, że to właśnie spiralki. Sosów też jest sporo do wyboru – zarówno fani delikatnych smaków, jak i ci, którzy wolą te ostrzejsze dodatki, znajdą coś dla siebie. Każdy sos kosztuje złotówkę, przy czym do frytek XL te dwa spokojnie nam zawsze wystarczają. Ba, jeszcze sporo z nich zostaje. Ale wróćmy na chwilę do samych frytek.

Fries at Charles Bar

Jest ich dużo, są smaczne. Nie ociekają tłuszczem, nie są także przypalone, zimne, wysuszone lub niedosmażone. Pod tym względem wszystko jest w porządku. Sosy są dobre, nie czuć w nich „chemii”, nie są wodniste. Krążki także nam smakują. Możemy zgadywać, że są robione na miejscu – kawałki cebuli w środku są świeże. Nie jest to nadzienie à la zbita „cebulopodobna” papka. Tylko stripsy oceniamy bardzo słabo. Oprócz tego, że panierka jest ostra, są kompletnie bez wyrazu. W środku są mdłe, wręcz niesmaczne. „Fabryka frytek” powinna jednak trzymać się frytek, ewentualnie krążków cebulowych. Można tu również dostać burgery, nuggetsy, skrzydełka, gofry belgijskie, placki ziemniaczane itp. Ogólnie, pod względem menu, panuje tu fast foodowy miszmasz. My z czystym sumieniem możemy polecić spiralki i krążki cebulowe. Ogólnie, dla samych tych dwóch rzeczy, „Fabrykę” wam polecamy. Chociażby wtedy, gdy w Barn Burgerze jak zwykle nie ma miejsca, a w brzuchu burczy i burczy…

TWOJA OCENA: Fabryka Frytek
WIĘCEJ INFORMACJI
Data opublikowania: 18 kwietnia 2015
Źródło miniatury wpisu: vegecouple.pl
Dodaj komentarz